
W tym tygodniu zastanawiałem się nad minionymi trzydziestoma latami, odkąd podobno Matka Boża zaczęła objawiać się w Medziugorju. Zastanawiałem się nad niesamowitymi prześladowaniami i niebezpieczeństwem, jakie znosili widzący, nie wiedząc z dnia na dzień, czy komuniści ich wyrzucą, ponieważ rząd jugosłowiański znany był z że objawienia były fałszywe). Myślę o niezliczonych apostolatach, które spotkałem podczas moich podróży, o mężczyznach i kobietach, którzy odnaleźli swoje nawrócenie i wzywali to zbocze góry… a zwłaszcza księża, których spotkałem, których Matka Boża wezwała na pielgrzymkę. Myślę też, że już niedługo cały świat zostanie wciągnięty „do” Medjugorja, gdy zostaną ujawnione tak zwane „tajemnice”, które wiernie strzegli widzący (oni nawet o nich nie rozmawiali, z wyjątkiem dla tego, który jest wspólny dla nich wszystkich - trwały „cud”, który pozostanie na Wzgórzu Objawień).
Myślę także o tych, którzy oparli się niezliczonym łaskom i owocom tego miejsca, które często czyta się jak Dzieje Apostolskie o sterydach. Nie do mnie należy oświadczanie, że Medjugorje jest prawdziwe lub fałszywe - coś, co Watykan nadal dostrzega. Ale też nie ignoruję tego zjawiska, powołując się na powszechny zarzut, że „To jest prywatne objawienie, więc nie muszę w to wierzyć” - tak jakby to, co Bóg miał do powiedzenia poza Katechizmem lub Biblią, jest nieważne. To, co Bóg powiedział przez Jezusa w publicznym Objawieniu, jest konieczne zbawienie; ale to, co Bóg ma do powiedzenia przez objawienie prorocze, jest czasami konieczne dla naszego trwania uświęcenie. I w ten sposób pragnę trąbić - ryzykując, że zostanę nazwana wszystkimi zwykłymi imionami moich krytyków - w to, co wydaje się całkowicie oczywiste: że Maryja, Matka Jezusa, przychodzi w to miejsce od ponad trzydziestu lat, aby przygotuj nas na Jej Triumf - którego punkt kulminacyjny zdaje się szybko zbliżać. Tak więc, ponieważ ostatnio mam tylu nowych czytelników, chciałbym opublikować ponownie z tym zastrzeżeniem: chociaż przez lata pisałem stosunkowo niewiele o Medziugorju, nic nie daje mi więcej radości… dlaczego tak jest?
Kontynuuj czytanie →